Pożegnanie
dziś mnie nie ma
zamknięta na świat choruję na werteryzm
czy słyszysz jak milknie orkiestra
przestań pukać
głośno gwałtownie
jakbyś chciał i ciszy
włożyć głaz do kieszeni
nie krzycz że mi nie wolno
bo rodzina kot słoń
w karafce
nagle się zbudzą
jest już późno
za późno
na czytanie poezji
spojrzenia niby przypadkiem
wiatr na skroniach
rwanie kwiatów zimą
tylko lęk
on też spóźniony
pasażer na gapę
przeprasza że żyje
mnie już nie ma