Śmierć kochanków

Zapachów lekkich pełne nasze loża, Łoża jak grób głębokie - a w ¶rodku komnaty Będ± dla nas w wazonach kwitły dziwne kwiaty, Rozkwitłe pod ja¶niejszym błękitem przestworza. W¶ród mdlej±cych upałów ich woni ostatnich, Dwa nasze serca będ± jako dwie pochodnie, Co odbij± swe blaski szeroko i zgodnie duchach naszych zł±czonych, tych zwierciadłach bratnich. W mistyczny zmierzch, przez róże i błękity senne, Niby łkanie przeci±głe, żegnaniem brzemienne, Zamienimy jedynej błyskawicy l¶nienie... A potem drzwi otworzy lekka dłoń anioła, o radosny i wierny do życia powoła Zam±cone zwierciadła i martwe płomienie.

<< wroc