Barbara z Haczowa

- Barbaro z popiołu i srebra... 
- Jestem z drewna. 
- Barbaro spod szarego gontu... 
- Jestem spod błędkitu. 
- Błękit masz na sukni 
jeszcze niedojrzały, 
a twój domek 
t osrebro i popioły. 
- To wapienny tynk. 
- Tynk? 
- To wapienny tynk.

- Barbaro z cynobrem u głowy 
w sukni opalowej 
z płaszczem niebieskawym, 
ale jeszcze jesteś 
prócz tego, co tynkowali, 
z popiołu i srebra dalej... 
- A? Uderzają w deski 
mojej kapliczki 
jabłka.

- Tak, Barbaro, 
niby jabłonie, 
a jeszcze 
kiedy głowę skłonisz...? 
- Kiedy głowę skłonię? 
Pokrzywy? - bez srebra. 
A! łopuchy srebrne 
ale tylko 
po jednej stronie! 
- Po jednej stronie, 
bo po drugiej zieleń, 
Barbaro. 
A popiołu i srebra 
na coś chyba zostało? 
- ...Na kamienie!

- jesteś rozmowna, 
Barbaro barokowa. 
- Barokowa? 
- Tak. Taka ruchliwa 
dokoła. 
- Prócz tego jestem święta 
we wszystkich sukni skrętach. 
- Wiem. 
- A tam niżej rzeka 
za plecami moimi 
ucieka 
i zawsze jakoś 
pozostaje. 
- Słyszę. 
- A w bok, na wysokościach 
siwe drzazgi poukładali 
Panu Bogu Haczowskiemu. 
- Widzę na wysokościach, 
Barbaro przydrożna, 
siwy kościół. 
- O to to! 
Jakem przydrożna, 
nie znajdziesz w nim 
gwoździa; 
są za to 
po pierwsze - pajęczyny, 
po drugie - kurzu a kurzu, 
po trzecie - dwa anioły, 
co kopciły świecami, 
po czwarte - belki 
wedle andrzejowego krzyża 
powiązane, 
po piąte - same kołki 
od sobót po izbicę, 
po szóste - pusto, 
po siódme - malowidła, 
na suficie 
na ścianach, 
nad drzwiami czarni Żydzi 
(Pan Jezus ze świątyni wygania) 
i wszystko z drewna, 
jakem drewniana, 
i mówię ci...

Mówiła, długo mówiła 
od tego kościoła na ustach 
czerwonych - siwa.

Pamiętam - oczy malowane 
mrużą się jeszcze: 
- Belki od wschodu patrzą twarzami, 
ale twarze wyjadł deszcz... - 
mówiłą długo 
wszystko, co słyszała 
moja znajoma z Haczowa 
pod kościołem napotkana 
świątkowa łopianowa...
-- 
Publikacja pobrana z serwisu www.poema.art.pl

<< wroc